Złoto fizyczne w świetle historii GetBack

Istotą jednej z ważniejszych cech złota fizycznego jest jego niezależność od instytucji finansowych. Zakup złotej sztabki jest równie prosty, jak zakup bochenka chleba – idziemy do sklepu, prosimy ekspedienta o sztabkę złota, płacimy i zabieramy ją ze sobą do domu.

Czytaj także: Inwestowanie w złoto

Co właściwie z tego wynika?

Cena złota uzależniona jest od popytu i podaży. Podaż jest określona i w miarę prosta do przewidzenia – niełatwo sztucznie zwiększyć ją cztero-, pięciokrotnie. To metal, który wydobywa się z ziemi, jak węgiel. Popyt uzależniony jest m.in. od sytuacji na rynkach finansowych czy sytuacji geopolitycznej na świecie. Na cenę złota nie jest wpłynąć łatwo.

Złoto nigdy nie stanie się bezwartościowe

Jego ilość jest ograniczona, nie da się go wyprodukować syntetycznie (da się, ale jest to koszmarnie drogie i nieopłacalne), a zapotrzebowania ze strony przemysłu – póki co – również nie da się zaspokoić innym substytutem. Bardzo trudno byłoby złotu spaść poniżej ceny wydobycia, ponieważ w takiej sytuacji zamyka się kopalnie, ograniczając tym samym podaż. A ograniczenie podaży powoduje wzrost ceny.

Obligacje

Idea obligacji polega na tym, że pożyczamy pieniądze spółce (korporacyjne) lub państwu (skarbowe). Po określonym czasie otrzymujemy swoje pieniądze z powrotem, powiększone o określony procent. Obligatariusz jest wierzycielem, jak bank, który udziela kredytu. I na udzieleniu pożyczki zarabia pieniądze. Obligacje uchodzą za papiery wartościowe bezpieczniejsze, niż akcje, ponieważ inwestując w obligacje, wiemy, ile pieniędzy otrzymamy.

Czyżby?

Dla banku udzielanie kredytów to dość bezpieczny interes, ponieważ udzielają tych kredytów mnóstwo. Jeżeli 15% ich klientów w ogóle nie będzie spłacało swojego zobowiązania – ich długi zostaną sprzedane za część wartości (m.in. takim firmom jak GetBack). Inaczej jest w przypadku obligatariusza, który udziela tylko jednej pożyczki – konkretnej spółce. Jeżeli ona nie będzie w stanie z jakichkolwiek przyczyn spłacić zobowiązania, to mamy pat.

Historia GetBack pokazuje, że bezpieczeństwo obligacji to tylko teoria. A więc papiery te, które są teoretycznie bezpieczniejsze, niż akcje, są jednocześnie aktywem, na którym w określonej sytuacji można stracić. Nawet wszystko. Wystarczy, że spółka popadnie w kłopoty lub upadnie. Jak widać, nie jest to scenariusz niemożliwy.

Przypadek GetBack pokazuje jeszcze jedną rzecz: zwykle mówi się, że w inwestowaniu ryzyko idzie w parze z zyskiem. To znaczy, że im bardziej zyskowna inwestycja, tym większe ryzyko (akcje, kryptowaluty, forex). Ale istnieją wyjątki od tej reguły. Obligacje skarbowe zdają się być względnie bezpieczne, choć państwo także może zbankrutować. W przypadku spółki giełdowej i obligacji korporacyjnych to ryzyko jest nawet większe.

Dywersyfikacja!

Nie oznacza to, że powinniśmy unikać ryzyka, bo wówczas minimalizujemy swoje szanse na zysk. Zarówno akcje spółek giełdowych, jak i obligacje, służą temu, by w sposób legalny i względnie bezpieczny, mnożyć swój kapitał (o ile oczywiście posiadamy „luźne środki”, na których ewentualną stratę możemy sobie pozwolić – nie ma nic gorszego, niż inwestowanie pożyczonych pieniędzy). Ale powinniśmy także pamiętać o dywersyfikacji, czyli dzieleniu swoich środków na inwestycje bardziej ryzykowne oraz bezpieczne (np. złoto fizyczne).

fot. Bullion Vault, flickr.comCC BY-ND 2.0